Pogoda zapowiadała się niezbyt ciekawie. Ale w dzień wyjazdu miało padać dopiero późnym
popołudniem, a w niedzielę już miało być bezdeszczowo na całej trasie. Poza tym nie wyobrażałem
sobie jechać pierwszy raz na taką imprezę motocyklową innym środkiem transportu niż motocyklem.
Zatem w piątek rano spakowaliśmy się Z Grishackhiem na motocykle i około 10-tej wyjechaliśmy
w stronę Brna. Jako, że droga dobra i szybka, to po około 2,5 godzinach wjeżdżaliśmy już
na teren Camp-start, gdzie planowaliśmy nocleg. Reszta Ekipy jechała busem i camperem, więc
znaleźliśmy odpowiednio dużo miejsca i zabraliśmy się za rozbijanie namiotów.
Dosłownie w chwili wbijania ostatniej szpilki zaczął kropić deszcz. Chłopaki z Krakowa
w międzyczasie dojechali więc zajęliśmy się ich namiotami, a później grillem i spożywaniem
różnych napojów, w tym również tych wyskokowych ;-)
Spore wrażenie zrobiło na mnie pole namiotowe wypełnione po brzegi namiotami i stojącymi
przy nich motocyklami. Do późnej nocy słychać było dźwięk silników i strzelanie z wydechów
nie tylko motocyklowych, ale również cztero- lub sześciocylindrowych silników samochodowych
przywiezionych w tym celu i ustawionych na platformach.
Na szczęście byliśmy przygotowani na taką ewentualność i stopery w uszach pozwoliły nam
w miarę spokojnie zasnąć.
Pogoda w sobotę niestety była w kratkę, więc uzbrojeni w jakieś ciuchy przeciwdeszczowe poszliśmy
pooglądać treningi, a pod wieczór wybraliśmy się do Brna trochę pozwiedzać i zjeść coś dobrego.
Warto zwiedzić Brno, na mnie zrobiło bardzo dobre wrażenie, tym bardziej, że będąc w mieście
natrafiliśmy na inscenizację starodawnej bitwy z użyciem muszkietów, które strzelały głośniej
niż wydechy w nocy ;-)
Niedzielę rozpoczęliśmy od tradycyjnego grilla (po powrocie do domu dłuższy czas nie mogłem
patrzeć na kiełbaski z grilla) i poszliśmy oglądać wyścigi.
Po drodze na tor minęliśmy parking zastawiony po brzegi motocyklami, czeska i austriacka policja
pilnowała, aby wszystko przebiegało sprawnie i bez zakłóceń, a motocykle były ustawione jeden
przy drugim bez zbędnego marnotrawienia miejsca. Przy bramie przywitały nas bardzo ładne
hostessy, z którymi oczywiśnie nie omieszkałem sobie zrobić zdjęcia :-)
Z racji, że posiadaliśmy bilety T4, które umożliwiały nam wejście na różne trybuny, pooglądaliśmy
wyścigi 250-tek z różnych miejsc. Wyścig najwyższej klasy Grand Prix oglądaliśmy już z naszej
trybuny T4. Ryk silników i pochylenia, do których są doprowadzane motocykle na zakrętach toru
warte są usłyszenia i zobaczenia na żywo. Każdemu motocykliście polecam przynajmniej raz
wybrać się na wyścigi MotoGP. Zdjęcia można obejrzeć w
galerii.