27 września 2008r odbyło się tradycyjne już spotkanie w Mnikowie. Impreza rozpoczęła się od spotkania na placu, później była parada jednośladów przez Kraków do Mnikowa, msza św., poczęstunek i wożenie dzieci z Domu Dziecka i nie tylko. Następnie impreza przeniosła się do Kryspinowa, gdzie odbywały się różne konkursy, hulanki i swawole. Jako, że osobiście nie odczuwałem silnej potrzeby paradowania ani brania udziału w konkursach, to przyjechałem prosto do Mnikowa, głównie po to, aby spotkać się ze starymi znajomymi. Dlatego też zdjęcia umieszczone w albumie mogą się niektórym wydać tendencyjne, ale co tam, to w końcu moja strona www :-P
PS. Jak ktoś chce pooglądać więcej zdjęć, to proszę zajrzeć do galerii innych uczestników, np.:
ZS Mników 2008, ZS Mników 2008 by Mery, Mników 2008 by Bonanza
Mój tak zwany urlop powoli dobiegał końca, ale jeszcze zanim wróciłem do domu miałem do zaliczenia "Felkowisko". Impreza, która już od wielu lat organizowana jest przez grupę zapaleńców z Warszawy i okolic. Chwała i dzięki im za to, że im się chce, bo napracować się przy tym trzeba sporo. Nazwa rajdu pochodzi od jego głównego organizatora, Felliniego. Rajd polega na tym, że dostaje się itinerer i zdjęcia obiektów i wyrusza się w trasę szukać tychże obiektów i wykonywać ciekawe zadania. Więcej informacji o samym Rajdzie można znaleźć na stronie http://felkowisko.riders.pl/. Bardzo fajna impreza, tym bardziej, że większość ludzi zjeżdża się już w piątek, większość to już stali bywalcy i atmosfera jest po prostu świetna.
Akcja była szybka, Ala z Miklasem zawitali u mnie w piątkowy wieczór. Pooglądaliśmy film z wesela i poszliśmy na miasto coś zjeść. W międzyczasie ściągnął też Grishackh i ustaliliśmy plan na sobotę - przejażdżka po Słowackich winklach. W sobotę dołączyli jeszcze Irmo na Gixerze i Matek na Afryce i obraliśmy kierunek Namestovo. Tam krótki postój, narada i śmiganie po winklach. Wniosek z przejażdżki jest taki, że Africa Twin z dobrym kierowcą spokojnie sobie radzi na Słowackich drogach i nie spowalnia peletonu ;-) Kilka zdjęć jak zwykle w galerii.
Jakoś tak nie spieszyło mi się do domu po pracy, a że akurat byłem na motocyklu to napisałem szybkiego SMSa do Wiszki z pytaniem czy ma czas i chęci, żeby się gdzieś przejechać. Odpowiedź przyszła równie szybko i była bardzo konkretna: 'Aaaaaa :D jasne !'.
Po niecałej godzince byłem już w Pszczynie, zgarnąłem Wiszkę, podjechaliśmy do Astarte na kawkę, a później szybciutko na winkielki do Szczyrku. Niestety zaczęło się już trochę ciemnawo i chłodno robić, więc obyło się bez szlifowania podnóżków, ale wdrapaliśmy się na Salmopol, trzasnąłem pamiątkowe zdjęcie i spokojnie wróciliśmy do domu.
Plan był taki żeby jechać nad morze. Ale patrząc na prognozy pogody i mając w perspektywie spędzenie deszczowego weekendu nad morzem - gdzie trzeba by się było tłuc około 700km - postanowiliśmy pojechać na południe, gdzie prognozy były nieco bardziej optymistyczne. Zresztą stwierdziliśmy, że w górach, nawet jak pada, to jest więcej do roboty. Wybór padł na Słowacki Raj, optymalnie bo: niedaleko (ok. 200km) od domu, ciekawie, tanio i sporo atrakcji (zdjęcia).
O tym jak się jeździ po Słowacji chyba pisać nie muszę - lepsze drogi, mniejszy ruch, kierowcy patrzą w lusterka, fajne winkle itd. Zamieszczam zatem opis przeżyć związanych z jazdą na motocyklu widziany z tylnego siedzonka ;-)
Deszcz padał od kilku dni. Jak zwykle, załamanie pogody nastąpiło z chwilą porzucenia stanowiska pracy na rzecz urlopowego wypoczywania.
Nie chciałam jechać, choć biwaki i spanie na ławkach dworców i parków przeżyłam dzielnie w młodości nie raz, jakoś ten motocykl mnie przerastał. Poczytałam i owszem, że mam się kiwać jak motocykl się kiwa, a nie kiwać jak się nie kiwa, trzymać się, ale nie kurczowo przyciskać całym ciałem do kierowcy zasłaniając mu widok i uniemożliwiając jakikolwiek ruch. Nie bić kierowcy po plecach, kasku nie szczypać, nie piszczeć, nie histeryzować i nie robić scen. Nie patrzeć na licznik. Nie wstawać w czasie jazdy, nie poprawiać makijażu (to na pewno pisał facet, kobiecie nie przyszłoby do głowy), siedzieć w pozycji optymalnie dostosowanej do warunków technicznych motocykla i rozmiarów własnego (!!!) ciała i ciała kierowcy. Google się sprawdziło, od strony teoretycznej.
No i stało się ! 28 czerwca Astarte i Miklas popełnili małżeństwo. Oczywiście nie mogło zabraknąć obstawy motocyklowej, a jako, że obydwoje jeżdżą, to i obstawa była odpowiednio liczna ;-)