MZ ETZ 250 '84

Zdjecie 1/2

"Bo jazda na ETZ-cie,
jest najlepszą jazdą na Świecie"

Przygoda z MZ zaczęła się od tego, że mój kuzyn (teraz znany jako Szajba) zostawił ją u mnie na przechowanie :)
To był okres, kiedy na drogach panowały właśnie Jawy i MZ-ty. Dogadałem się z kuzynem, załatwiłem wszystkie formalności i MZ-ta przeszła pod moje władanie. Miałem już prawo jazdy na motocykl, więc mogłem zupełnie legalnie dosiadać maszyny.
Kumpel też niebawem kupił podobną maszynę, więc jeździliśmy po okolicy i naprawialiśmy sprzęty razem.
Po jakimś czasie na drogach zaczęły się pokazywać się coraz to ciekawsze sprzęty, wyczuwało się, że naszym brakuje trochę mocy. Motocyklem jeździło się coraz rzadziej, coraz częściej samochodem, no i sprzęty trochę poszły w odstawkę, okupując mój garaż.

Zdjecie 2/2

Ale jak robiło się ciepło, to znów zaczynało się myśleć o tym, żeby odpalić maszyny i pojeździć. Niestety brak ubezpieczenia OC oraz rozładowany akumulator często studził te zapędy. W 2003 roku mój kumpel zawiózł moto do swojego znajomego i tam znalazł się na niego kupiec oferujący dobrą cenę. Po namyśle i z pewnymi oporami jednak go sprzedał. Ja stwierdziłem, że trzeba zrobić tak samo i poszukać czegoś większego. Początkiem sezonu '2004 sprzedałem więc swoją ETZ-tę.