
Jest sobota, 19 maja 2007 roku. Zapowiada się ciepły i słoneczny dzień. Dzwoni do mnie Szajba i mówi: jedziemy do Katowic – szykuj się, będziemy koło 12-tej. Zorganizuj co trzeba ! OK – odpowiadam – spotkamy się w Dynotechu, będziemy około 13-tej.
Dzwonię do Grishackha, żeby załatwić GPSa, do Mrówy, żeby zabrał Bachera, który ma robić zdjęcia i do XXa, który ma towarzyszyć Szajbie w przejeździe, przynajmniej w początkowej fazie. Przyjeżdżamy do Dynotechu. Szajba już tam jest, widać że podekscytowany. To jest dzień, na który szykował się już od dawna – będzie próbował pobić polski rekord prędkości.
Jeszcze ostatnie poprawki przy Hayabusie, a właściwie Szajba-buzie, bo z seryjnego motocykla to już tam niewiele zostało. Odpalaj Damiano – mówi Szajba – chcę usłyszeć jak ryczy ! No i zaryczała ! Prawie 400 koni mechanicznych w silniku o pojemności 1300 cm3 zaczęło powolny tupot. Lepiej załóżcie stopery – mówi Damian chwilę przed tym jak zaczyna kręcić manetką od gazu. Faktycznie – dźwięk jest przerażający. Nawet specjalnie robiony wydech tego nie wytrzymał, więc został zdemontowany. Odsuwamy się na bezpieczną odległość, ale dźwięk jest tak przeszywający, że trzeba zatykać uszy.